Polub nas
Do góry

12 najlepszych i najgorszych ról Johnny’ego Deppa: Od Edwarda Nożycorękiego do Sparrowa

Karierę aktorską Johnny’ego Deppa możemy podzielić na dwa etapy: „po” i „przed” serią filmów o piratach z karaibów.

Dawno, dawno temu, Johnny Deep był synonimem artystycznej uczciwości, łamaczem serc, który przekształcił się w filmową gwiazdę najwyższych lotów. Trwało to do momentu pojawienia się „Piratów z Karaibów” i charakterystycznej roli kapitana Jacka Sparrowa – pozycja aktora w Hollywood wzrosła momentalnie (podobnie jak stan jego portfela). Krytycy są zgodni, erę Deepa możemy podzielić na „przed” i „po” serii o piratach. Każda kolejna rola aktorska była niejako odwzorowaniem kreacji kapitana, a sam aktor nudził brakiem pomysłów. Mimo to Deep po raz kolejny udowadnia, że miano „prawdziwej gwiazdy filmowej” jest w pełni zasłużone, choć zapomniane przez większość fanów.

Już jutro odbędzie się światowa premiera najnowszej produkcji z udziałem aktora. W „Black Mass” Johnny dostaję do ręki naładowaną broń i śmiało celuje wprost w niskie oczekiwania fanów, czekających na wielki powrót ery „przed” piratami. Postać Whitey’a Bulgera podzieliła filmowych krytyków: Jedni dopatrują się w niej zaskakującego odrodzenia wielkiego talentu; drudzy z kolei twierdzą, że jest to po prostu nieco bardziej brutalna i znacznie lepiej opowiedziana wersja starych i nudnych aktorskich nawyków. Jakby nie było, fakt, że Depp ponownie znalazł się w centrum zainteresowania to prawdziwy dowód na to, że w aktorstwie udało mu się osiągnąć wiele. Kariera, o której inni mogliby tylko pomarzyć pełna jest wzlotów i upadków, a my postanowiliśmy przyjrzeć się jej i wypunktować nie tylko role wybitne, ale również te o których wolelibyśmy zapomnieć.

„Edward Nożycoręki” (1990)

Na samym początku swojej kariery Depp zdał sobie sprawę, że jego charakterystyczny wygląd i rysy twarzy mogą zapewnić mu wiele oryginalnych ról – jak się później okazało miał racje. To za sprawą Tima Burtona, Depp odnalazł w sobie talent i miłość do zawodu aktora. Wcielając się w zasztyletowaną wersję Frankensteina, Deepowi udało się stworzyć postać, zaangażowaną i pełną uczuć, która dalece odbiegała od odizolowanego i niewarażliwego na bodźce zewnętrzne oryginału.

Mimo, że Edward z założenia miał być klasycznym przykładem postaci tragicznej, Deep nigdy nie pozwolił swojemu bohaterowi w pełni doświadczyć samotności i smutku na które był skazany. W oczach aktora, potwór wydawał się czerpać radość z każdego nowego doświadczenia i mimo, że jego aparycja wskazywała na nieograniczone pokłady zła, Deep przedstawił postać w niezwykle delikatny sposób. Po kilku chwilach przestajemy postrzegać blizny jako, atrybuty bezwzględności i tragizmu, zamiast tego przybierają one formę łez, które głęboko w sobie ukrywa nie pogodzony ze swoim losem „potwór”.

„Co gryzie Gilberta Grape’a” (1993)

Depp na swoim koncie ma bardzo niewielką ilość filmów w których wciela się w „normalne postaci” (ostatnią taką rolę zaprezentował w filmie „Turysta). Nawet w 1993 roku, główny bohater dramatu „Co gryzie Gilberta Grape’a” daleki był od normalności: W jednej z pierwszych scen Depp znajduje się w sklepie, którym pracuje i nakleja ceny na puszki z zupą.

Gilbert, który sprawia wrażenie wyrwanego z najbardziej wrażliwego katalogi Abercrombie, jest spoiwem, który trzyma w ryzach swoją rodzinę. Za sprawą bezpośredniej narracji, staje się on jedynym słusznym głosem za którym warto podążać, głosem rozsądku. To nie on, a jego bliscy oderwani są od normalności – matka, która nigdy nie wychodzi poza próg domu oraz upośledzony psychicznie brat (Leonardo DiCaprio), którym Gilbert przyrzekł się opiekować. Rola Deppa jest niezwykle ujmująca, a warunki w jakich się znalazł i w których przyszło mu żyć stanowią najważniejszy punkt tej genialnej kreacji.

„Rozpustnik” (2004)

cytaty

To chyba jeden z najsłynniejszych cytatów Johna Wilmota, który nie jest może najbardziej interesującą kreacją aktorską Deppa, ale z całą pewnością najbardziej napaloną. Wilmot nienawidził swojej widowni, a „Rozpustnik” jest filmem, w którym możemy zauważyć, że aktorowi nie do końca odpowiada sposób bycia i nastawienie do drugiego człowieka, które reprezentuje sobą postać w którą przyszło mu się wcielić.

 

„Ed Wood” (1994)

Jednym z najlepszych momentów, aktora była rola Eda Wooda, określanego mianem najgorszego reżysera w historii Hollywood, który bezustannie wmawiał sobie, że jest zdolny zrobić najlepszy film na świecie. Dlaczego Johnny Depp okazał się być idealnym odtwórcą jego osoby? Na to pytanie znajdziemy odpowiedź właśnie w tym filmie.

„Charlie i fabryka czekolady” (2005)

Willy Wonka zaprezentowany przez Tima Burtona w ponownej współpracy z Johnny Deppem to (jak mówią o filmie niektórzy krytycy) zbrodnia na klasyce. Brak pomysłu, nachalna symbolika utraconego dzieciństwa i masa reżysersko-aktorskich eksperymentów, które okazały się być eksperymentami nie udanymi. Depp w roli cukierkowego barona powinien być szybko zapomniany.

„Alicja w Krainie Czarów” (2010)

Po „Charliem i fabryce czekolady” przyszedł czas na kolejną interpretacje dziecięcej klasyki. W „Alicji w krainie czarów” Depp wcielił się w rolę szalonego kapelusznika, któremu bliżej do postaci z dziecięcych horrorów, niż do oryginału znanego z książki Lewisa Carrolla. Film jest idealnym przykładem na to, że mimo, iż Depp wielkim aktorem jest to niektóre aktorskie wybory pozostawiają wiele do życzenia. Dziecięce historie zostawmy w świecie animacji i podziękujmy Helenie Bonham Carter za uratowanie produkcji.

„Donnie Brasco” (1997)

Filmów gangsterskich w ostatnim czasie mamy na pęczki. Ale tych naprawdę ciekawych i zapadających w pamięć jest niewiele. Czy w tym wypadku mamy do czynienia z taką produkcją? „Donnie Brasco” ma wszelkie atuty po temu, by taką właśnie zapadającą w pamięć produkcją być, a Depp w tytułowej roli to najlepszy przykład na ogromny talent i zdolności aktorskie za które kochamy go najbardziej.

„Piraci z Karaibów: na nieznanych wodach” (2011)

Po premierze pierwszego filmu z pirackiej serii, kariera aktorska Johny’ego wykonała zwrot o 360 stopni – od tamtego momentu przestał on być już tylko „zwykłym aktorem”, a stał się prawdziwą maszynką do zarabiania pieniędzy oraz ikoną, od której trudno mu się oderwać do dnia dzisiejszego.

„Samotny jeździec” (2013)

Ostatni film w reżyserii Gore’a Verbinskiego jest tak naprawdę dużo lepszy, niż twierdzi zdecydowana większość krytyków i widzów, ale rola Deppa jest w tym niewielka. Wygląda to trochę tak, jakby ktoś w Disney’u starał się przenieść Sparrowa w realia westernu. Wszystko od sposobu w jaki porusza się jego bohater do charakterystycznego głosu. Nie pozostaje nam nic innego jak wysłać Tonto w morze na wspólną wyprawę z kapitanem Jackiem – panowie z całą pewnością potrafiliby się dogadać.

„Jeździec bez głowy” (1999)

.Współczesny spektakl filmowy utracił magię. Pierwiastek bajkowości został wyparty przez techniczną perfekcję. Kino nas już nie emocjonuje, bo jak można emocjonować się techniką? Burton zaś zabiera nas z powrotem w czasy, kiedy kino miało może skromniejsze możliwości, ale za to budziło emocje. Miało w sobie element magii, bo odwoływało się do naszej wyobraźni. Był to trzeci raz kiedy Depp i Burton ponownie spotkali się razem na planie, i doskonale rozumieli już czego mogą się po sobie spodziewać.

” Bezwstydny Mortdecai” (2015)

Nie mam nic przeciwko temu, by aktorzy wielkiego kalibru z premedytacją niszczyli własną legendę. Owszem, jest mi z tego powodu przykro, lecz wolność artystyczną cenię sobie bardziej. Mam jednak poważny problem z aktorami, którzy sabotują nie tylko swoją karierę, ale i filmy, w których występują. A to jest właśnie przypadek Johnny’ego Deppa i „Bezwstydnego Mortdecaia”.

Pierwsza część „Piratów z Karaibów” może w końcu uczyniła z aktora gwiazdę o zasięgu globalnym, ale jednocześnie całkowicie go zdemoralizowała. Jack Sparrow powoli, lecz nieubłaganie stał się jedyną formą gry dostępną Deppowi. W rezultacie w ekranizacji powieści Bonfiglioliego ani przez chwilę nie widać Mortdecaia. Zamiast tego Depp chodzi jak Sparrow, mówi jak Sparrow, wygłupia się jak Sparrow i zachowuje jak Sparrow. Jestem przekonany, że nawet sam Depp nie potrafiłby odróżnić kreacji w „Bezwstydnym Mortdecaiu” od tej z stworzonej w serii „Piraci z Karaibów”.

„Sweeney Todd” (2007)

Sweeney Todd to postać równie znana i legendarna co choćby Kuba Rozpruwacz. Czy żył naprawdę, tego już dzisiaj nie sposób dociec. Jednak jego dzieje trwają, uwiecznione w licznych sztukach teatralnych, książkach i filmach. W 1979 powstał musical i to właśnie on stał się podstawą filmu Tima Burtona.

Aktorzy – kiedy nie śpiewają – spisują się tak, jak należało oczekiwać. Depp i Bonham Carter przyzwyczaili nas do pewnego, wysokiego poziomu, z którego i tutaj nie schodzą. Jednak to epizody Sachy Barona Cohena czy Timothy’ego Spalla nadają całości smaczku i najbardziej zapadają w pamięć.

Więcej w dziale felietony